wtorek, 22 listopada 2016

czwartek, 3 listopada 2016

koniec tego długiego etapu


Dzisiaj rozstałam się z Łodzią na dobre.
Co czuję?
Sama nie wiem. Uczucia mam mieszane. Przyjechałam do Uć na zawsze. Z wielu powodów. Po dość krótkim okresie zrozumiałam, że to nie moje miejsce, to nie moja bajka, to nie to. Ale czas leciał, pracowałam, dzieci rosły, kształciły się, pojawiła się Najmłodsza, ale jednocześnie uświadomiłam sobie, że Tata Najmłodszej i ja to nie do pary para. Buntowałam się, szukałam drogi powrotu, nie widziałam rozwiązania, ale całym sercem rwałam się do mojego miasta. Wiele się wydarzyło, wiele złego, wiele na mnie spadło, nie ze wszystkim mogłam sobie poradzić. Te wszystkie problemy utwierdzały mnie w jednym, że trudno mnie złamać. Biedowałam, walczyłam o każdy dzień, tonęłam i wypływałam, ale cały czas wierzyłam, że uda mi się wyrwać z tej matni.
Prosiłam swojego Anioła Stróża o wsparcie, błagałam o pomoc i za każdym, bardzo dramatycznym i beznadziejnym momencie wyciągał mnie za uszy. Kilka razy i tu prosiłam o wsparcie i kiedy wydawało, że to juz, że złapałam króliczka, nawet już tu dziękowałam za pomoc, w  jakiś niewytłumaczalny sposób wszystko się rozpierdzielało dokumentnie. Zrozumiałam, że nie mogę pisać nic na wyrost, nie mogę przelewać swoich próśb i podziękowań na literki. Byłam przesądna, ostrożna. Dzisiaj już mogę powiedzieć oficjalnie - DZIĘKUJĘ. Udało mi się wyrwać. To nie oznacza końca pewnych moich problemów, ale jeden z większych poszedł w pisdu! Tak, tak to nazwę, bo doskwierał mi tak bardzo, że wyrywał mnie ze snu w środku nocy i stawiał na równe nogi. Wiele problemów przede mną, wiele za mną. Będę walczyć, bo widać taką rolę wybrał dla mnie los. Nic mi nie przychodzi gładko jak z płatka. Mam dzisiaj wiele lat na karku, więcej za mną niż przede mną, to nie wieje optymizmem, ale ma dzieci, mam Was i mam marzenia. Są coraz mniejsze, coraz bardziej przyziemne, ale są. Tak mi dzisiaj trudno położyć spokojnie głowę na poduszkę, tak nadal trudno uwierzyć, że zamknęłam to, co uważałam, że mnie pogrąży, jakkolwiek enigmatycznie to zabrzmi. Kto mnie zna, wie o co kamon.
Zaczynam znów życie wrocławianki, którą jestem z krwi i kości. Jestem lokalną patriotką i gdy chodzę ulicami, widząc młode, piękne pokolenie, zazdroszczę im wszystkiego- niepamięci o tym co było wywalczone, perspektyw, wielu lat życia w tym cudnym mieście. Ej, kochani, macie zajebiście, wykorzystajcie to! Ja, wrocławianka z Rynku, coś sobie uzurpowałam, coś spieprzyłam, gdzieś zawiodłam, ale wróciłam na swoje ostanie pięć minut.Ufam, że najem się tego miasta, ogrzeję się nim, zachłysnę znów.

sonic

środa, 2 listopada 2016

co u sonic ?


Zbierałam się do pisania od kilku dni, ale pewne sprawy mnie hamują, poczekam jeszcze do jutra, by o czymś powiedzieć.
Dzisiaj mogę z radością ogłosić, że gaz będzie w piątek lub w poniedziałek, potem muszę czekać na licznik, więc na bank w następny weekend będę spać u siebie ! Póki co, poziom zniechęcenia i wkurwu na moją obecną sytuacją sięgnął apogeum i myślałam, że mnie dzisiaj rozniesie. Mam dość koczowania u sis, życia na walizkach, brak życia we własnym rytmie, według własnych rytuałów. Jestem wdzięczna siostrze, że  znosi mnie u siebie piąty miesiąc z rzędu i szczerze ją za to podziwiam, bo nadużyłam jej gościnności absolutnie i dokumentnie. Info na temat gazu jest tym razem sprawdzone i pewne, więc mam nadzieję uwolnić ją od siebie ;)

Poza tym jutro jadę na kilka godzin do Uć, w piątek idę z córkami na koncert Chylińskiej, w sobotę będę uczestniczyć w fajnych warsztatach kulinarnych, a późnym wieczorem idę na urodziny mojego dobrego kolegi... będzie intensywnie, co mnie niezmiernie cieszy.
Mam wiele planów dotyczących naszego nowego życia w nowym miejscu. Pierwszy dotyczy diety, z której mam zamiar całkowicie wyeliminować mięso, a w zamian włączyć inne produkty, o których wiem, że są zdrowe, a których używałam zbyt rzadko i zbyt mało.
Poza tym zapisuję się na zajęcia lepienia z gliny, bo dawno już  o tym marzyłam, ale w Uć nie mogłam takich  znaleźć, a tu są i już nie mogę się ich doczekać.
Tymczasem Najmłodsza świetnie zaaklimatyzowała się w nowej szkole, ma serdeczną przyjaciółkę, z którą pokochały się na śmierć i życie, jak to stanowczo stwierdziła ;) Pierwszy raz w życiu czynnie obchodziła Halloween. Wraz ze swoimi koleżankami i kolegami sterroryzowała  całą miejscowość i mając super zabawę, uzbierała ponad 2 kilo cukierków. Inne dzieci nie miały mniej!   Córuś dużo czasu spędza na dworze, czego niemal w ogóle nie robiła w Uć. Tutaj jeździ na rowerze, lata z dzieciakami, odwiedza koleżanki w domu. W naszym jeszcze nie szaleje, ale już niedługo.. :)
Cieszę się na kolejną edycję Białej Kury i PKP, ba!, ja już sobie nawet nie wyobrażam końca roku bez tego światowego  wydarzenia. Tyle dobrych dusz przyczyniło się do powstania tych kalendarzy  i tyle dobra z tej akcji płynie, że aż łezka w oku się kręci. Każdy kalendarz ma dla mnie wartość kolekcjonerską, będą prawnuki o tym słuchać i podziwiać, a co ?!

Oczywiście oglądam seriale, co prawda kątem, ale zawsze...
Właśnie rozpoczął się kolejny sezon "The Walking Dead" i "Elementary" ale odkryłam też kilka nowych, które polecam- "Rozwód"- zajebisty, "Miasteczko Wayward Pines"- fajny, "Westworld"- genialny!!! "StrangerTthings"- genialny !!!"Mr. Robot" bardzo dobry i ku przestrodze.
 Część się zakończyła i czekam na kolejny sezon, część trwa, więc możecie być na bieżąco.
Coś tam też czytam, ale potrzebuję skupienia, więc zabiorę się za książki już w domku, a poza tym część z nich już jest  wypakowana i włożona w zakupione biblioteczki, które wszystkich nie zmieszczą, a część kartonów  nadal  czeka, tyle, że nie wiem, w co je poustawiać i coś czuję, że   stosy książek będą stać na ziemi u mnie w sypialni, a ja będę wmawiać wszystkim, że to taka wizja artystyczno-dizajnerska architekta wystroju wnętrz.


Ściskam serdecznie  :)
sonic