czwartek, 22 września 2016

no i przyszła...



Nie powiem, żebym ją lubiła, bo na ogół działa na mnie depresyjnie, 
ale w tym roku wejście ma piękne.
Najpierw rano nieśmiało wypuściła słońce zza chmur i otuliła  ciepłem, potem rześko owiewała wiatrem, by popołudniu ukazać nieskazitelny lazur nieba, jakby chciała obiecać, że w tym roku będzie dla mnie łaskawa.  
Myślałam, że gdy już nadejdzie, to ja będę u siebie, ale mimo, że tak się nie stało, to  właśnie tego pierwszego dnia wreszcie nastąpił odbiór wody na naszym osiedlu, 
a w pracy dopięłam ważną intratną umowę.
Oby takich dni było więcej, bym mogła wreszcie odbić się od dna. 
Taki jakiś dzisiaj optymizm mnie wzion i ogarnou :P
A tak na marginesie, to jestem ciekawa, czy boicie się złego słowa bądź
 przeklęcia przez kogoś złego?
Może to irracjonalne, ale uważam, że dziesięć zaciśniętych  w dobrej wierze wspierających kciuków może zniweczyć jedno złe życzenie. 
Boje się też czymś cieszyć przedwcześnie, by nie zapeszyć i tu mogłabym mnożyć przykłady na to, że jak coś już wypowiedziałam na głos, że coś jest załatwione, że coś się uda, to natychmiast wszystko obracało się w perzynę, dlatego, przy całym moim
racjonalizmie, bardzo się tego wystrzegam. 

We wtorek byłyśmy z Najmłodszą w Uć, by załatwić pewną ważna sprawę, odwiedzić babcię w szpitalu, Tatę Najmłodszej na cmentarzu, odebrać coś od notariusza, wpaść to do jednego sklepu z lampami i  drugiego z antykami. Wszędzie poruszałyśmy się komunikacją miejską i po tej trudnej logistycznie eskapadzie byłyśmy wykończone, ale szczęśliwe, że zdążyłyśmy wszytko załatwić.
W "Antykach" szafki nie dostałam, ale kupiłam w świetnej cenie malutkie odważniki, które poszukiwałam od dawna, a właściciel sklepu był na tyle szczodry, że dorzucił mi jeszcze kilka gratis i tym sposobem mam kilka ceramicznych, kilka mosiężnych i kilkanaście metalowych.
Muszę je teraz tylko jakoś fajnie wyeksponować w naszej nowej kuchni.
A jutro piąteczek!
A za dwa, trzy dni może będzie i woda w kranie ! ;)
Do miłego
sonic






niedziela, 18 września 2016

nie dogodzisz


Bardzo lubię wiosnę, lato jeszcze bardziej, ale afrykańskie upały, jakie nawiedzają Polskę od kilku ostatnich lat, są naprawdę męczące, w każdym razie dla mnie. Jednak nagła zmiana pogody z tropikalnej na późno jesienną ( dziś) też jest do bani, bo trudno się przestawić i nagle okazuje się, że nie mam się w co ubrać, a widok stosu bluzek i sukienek na ramiączkach sprawia, że tęsknię za tym, co jeszcze przedwczoraj przeklinałam ;) 

Najmłodsza bardzo dobrze zaaklimatyzowała się w nowej szkole, wczoraj była nawet na urodzinach koleżanki z klasy, co mnie jako matkę bardzo ucieszyło, bo widać, że rzeczywiście została zaakceptowana przez koleżanki i kolegów. 
Wody nadal nie ma, a kiedy będzie, nie wiem i to mnie dobija już coraz bardziej.
Ciągle szukam starej komody do kuchni (która już jest praktycznie gotowa)
a jeszcze lepiej gdyby to była witryna, i przekopałam całe internety i nic!
 Nawet bardzo drogiej ( na co nie mam kasy), ale odpowiedniej nie znalazłam.
 Powinna być drewniana, mogłaby mieć elementy metalowe, mogłaby być szafką loftową,
 fabryczną, zdezelowaną, ale powinna mieć charakter ;)
 Szukałam wczoraj chyba z 5 godzin i już sama kombinuję , jak taką zrobić.
Poza tym muszę zeszlifować białą farbę ze starego, pięknego owalnego stołu, którą kiedyś, owładnięta stylem szabiszik hehehehe, nieopatrznie na niego naniosłam.
Nie wiem, jak to dobrze zrobić i co później na ten stół nałożyć- olej czy cóś- może podpowiecie??? 
Chciałabym, by stół odzyskał swój naturalny kolor, mogą gdzieś ewentualnie pozostać
 ślady białej farby na zagięcia i rancikach.
Miłej niedzieli 
sonic

niedziela, 11 września 2016

wystawa


Im  dłużej mieszkam we Wrocławiu, tym większą widzę przepaść pomiędzy nim, a Łodzią. Tutaj widać zdecydowanie większy dostatek mieszkańców, większą dbałość o porządek, szacunek dla cudzego, a tak naprawdę wspólnego mienia, co wynika pewnie z usytuowania miasta na ziemiach zachodnich i wpływu niemieckiego umiłowania do "ordnungu". Wyjeżdżałam z Uć z poczuciem żalu, wiedziałam, że brak mi będzie łódzkiego hipsterstwa, kulturowego off-u. I tak, jest mi tego brak, ale rekompensatę łatwo znaleźć w pięknie Wrocławia, jego architekturze, nowych inwestycjach i jego wielokulturowości i prawdziwej europejskości. Dbałość włodarzy miasta w jego rozwój zaowocowała przyciągnięciem większych i mniejszych inwestorów, powstało wiele nowych eleganckich i wygodnych osiedli, tu niemal każda ulica może być wizytówką. Wrocław w tym roku jest Europejską Stolicą Kultury, co przyciągnęło do niego wielkie rzesze turystów, którzy z uznaniem wyrażają się o tym pięknym mieście. Dzieje się tu naprawdę wiele.
Żal mi Łodzi, że przez dziesiątki lat nikt o nią nie dbał, chociaż na to zasługiwała, bo w tym mieście drzemie duży potencjał, chociaż te wieloletnie, wielopłaszczyznowe zaniedbania przełożyły się również na marazm i mentalność dużej części jej mieszkańców.
Rodowici łodzianie starają się jednak to zmienić, kochając swoje miasto, robią co mogą, by je upiększyć, organizują wiele wystaw, imprez kulturalnych i designerskich. Trzymam kciuki za powodzenie wszelkich dobrych pomysłów i dobrych gospodarzy, bo Łódź na zawsze zostanie w moim sercu.
Przeglądałam dzisiaj zdjęcia i wrzucę kilka z pewnej wystawy w Manu. Mnie te prace zachwyciły. Powstają około 6 miesięcy każda, pochłaniają kilkaset tysięcy elementów zdobytych na złomie, a co przedstawiają nie muszę pisać, bo są tak perfekcyjne, że każdy je z łatwością rozpozna :)
Wystawa krąży po Polsce, zawsze jest bezpłatna i jeśli na nią traficie, to serdecznie Wam ją polecam.




 tors Hulk'a wykonany z tysięcy malutkich podkładek pod śrubki, a nie z siatki, jakby się mogło wydawać na tym zdjęciu



















Jakoś zdjęć z telefonu ubliżająco dla tych dzieł kiepska, ale zawsze coś ;)
Tutaj link do FB Wystawy Figur Stalowych .
Chyba z 2 miesiące temu miałam okazję widzieć twórcę tej wystawy i autora pomysłu większości prac w TV, mam nadzieję, że zdobędzie międzynarodową sławę i uznanie.
sonic

piątek, 9 września 2016

A może... ?




Dzisiaj w moim mieszkanku spotkała mnie zaskakująca , niemal w pełnym tego słowa znaczeniu, niespodzianka, bo nagle spomiędzy rozlicznych, nierozpakowanych nadal pudeł wyskoczyła wprost pod moje nogi mała żabka. Nie mam zielonego pojęcia skąd się tam wzięła, jak znalazła się na pierwszym piętrze budynku. To, że była zielonoszara w ciemne cętki, wymagało dokładnego przyjrzenia się jej, bo cała była zakurzona i miała bardzo suchą skórkę. Nie wiem jak długo przebywała u nas, ale możliwe, że nawet dwa tygodnie, albowiem istnieje prawdopodobieństwo, że  wskoczyła do pudła w trakcie, gdy wnosiliśmy nasze klamoty w dniu przeprowadzki. Tak się jednak szczęśliwie składa, że  bezpośrednio przy naszym mini osiedlu przepływa pięknie obrośnięty roślinnością potoczek i tam ino chyżo z żabolem się udałam. Żabolek wylądował w wodzie, gdzie najpierw dał głębokiego nura, a potem przysiadł na unoszącym się na powierzchni liściu. Pewnie stamtąd przywędrował do mnie. Maleństwo miało szczęście, że je zauważyłam, w przeciwnym razie wysuszyłoby się na amen.
Swoją drogą, jeśli te upały nadal będą  tak doskwierać, to ani chybił a i my się wysuszymy na wiór, czego ani Wam, ani sobie nie życzę :)

sonic

PS.  Wody nadal  nie mam :/
                                                       Żabol  pozuje w zlewozmywaku
A może to był książę, a ja go tak absolutnie nierozsądnie wypuściłam z rąk ?


poniedziałek, 29 sierpnia 2016

nie ma wody na ... wcale nie tra la la

No więc minął prawie miesiąc od poprzedniego wpisu,
 a ja nadal nie mieszkam w swoim mieszkanku:(
Po tym jak mnie wyrolował mój Pan Fachowiec, do mieszkania wkroczyła Ekipa Numer 2. 
Nie mam do niej żadnych zarzutów, ino robota się ślimaczyła, bo robili jednocześnie 3 mieszkania,
o czym z góry wiedziałam, więc pretensji mieć nie mogłam. 
Na dzisiaj stan wygląda tak- mieszkanie jest pomalowane, łazienka zrobiona, podłogi położone, drzwi wstawione, kaloryfery też.  Zostało kilka poprawek, przykręcenie kontaktów, luster itd.. Rzeczy z Uć zostały przywiezione, ale jakim kosztem nawet nie chcę wspominać i mam na myśli nie tylko finanse, ale i to, że mnie wystrychnął młody gnój transportowiec i tak się zapakował, że większej części pudeł nie zabrał, tych najcięższych z książkami i szkłem, po czym stwierdził, że mam zbyt wiele bagaży i trzeba drugi raz jechać! W rezultacie przyjechał po mnie busem kierowca mojej matki, a ja i Najstarsza zniosłyśmy to same z 3 piętra. Ja byłam 3 dni na Olfenie, córuś miała przykurcz łydek. Odchorowałyśmy to bardzo. 
W czwartek montują mi kuchnię, a my składamy szafy, które zakupię jutro. Najgorsze jest jednak to, że nie mam wody w kranach, bo osiedle czeka na odbiór z wodociągów i kiedy to będzie to uj jeden wie :(   Optymistyczna wersja to 2 tygodnie.  
Siedzę więc jak na szpilkach, rok szkolny się zaczyna, a ja na karku siostrze siedzę.
 Nie mogę sprzątać, myć okien, układać rzeczy i mieszkać u siebie. Pomijam, że deweloperzy obiecywali, że całkowity odbiór będzie do końca lipca !
Wodyyyyyyyy !!!!

Acha, co by było jasne- budżet mimo oszczędności rozjechał się kosmicznie. Jak zwykle ; P
I to  jest mój kolejny poważny problem
Echhhh

sonic

poniedziałek, 1 sierpnia 2016

stara, a głupia



Aby opisać pobyt we Wroclove , musiałabym go podzielić na dwa tematy- remont i spotkania z przyjaciółmi. Długo tutaj milczałam na pierwszy temat, bo wbrew temu na co się zanosiło i co opisywałam, mój Pan Fachowiec  zrobił mnie w balona, lub mówiąc dosadnie wybzykał mnie centralnie bez przyjemności, mojej, za to jego jak najbardziej, bo on przynajmniej ma z tego kasę. Tak, drodzy czytacze, zrobiłam kolejny raz ten sam błąd- nadpłaciłam i tyle go potem widziałam! Miał wrócić, dokończyć to co zaczął i tak czekałam se tydzień, drugi, trzeci, a on przekładał termin powrotu. W międzyczasie zalazłam drugą ekipę, która pracowała tam na budowie, i już mam wykafelkowany taras i balkon, teraz zaczęli dokańczać łazienkę, a właściwie walczyć z tym co tamten PF spierdzielił. Do końca tygodnia łazienka będzie fertiś i zostaną położone panele. Wreszcie, bo prawie miesiąc jestem w plecy :/
Kuchnię w IKEA zakupiłam w promocji, co zabrało nam 10 godzin pobytu w tymże sklepie, bo jak większość takich cwanych jak ja, poszłam tam w przedostatni dzień promocji no i się naczekałam. W dodatku okazało się, że mój wymarzony zlew, do którego miałam też już wymarzoną baterię i ogólny koncept na tych elementach się opierał,  właśnie zabrał mi sprzed jakiś klient! Zlewozmywak został wykupiony w całej Polsce, a następna dostawa  być może będzie gdzieś między wrześniem, a październikiem.  Szlag mnie trafił centralnie, ale nie byłabym sobą, gdybym nie spróbowała go zdobyć ;) Nie było na allegro, olx, gratce- nigdzie! Pojechałam więc jeszcze raz do IKEA i błagając pracowników wyprosiłam sprzedaż jednego z nich z ekspozycji i nie dość, że się udało, to kupiłam go o 50% taniej ! Nerwy były, ale dzięki temu mam "gratis pościel i kilka ogromnych donic na taras, które też są teraz na wyprzedaży.

Drugą stroną mojego życia tutaj są spotkania ze znajomymi. Przyleciała moja przyjaciółka z L.A. i przez kilka dni od rana do nocy spędzałyśmy razem czas, a wraz z nami nasze córki, które wzajemnie uczą się swoich języków. Idzie im na tyle dobrze, że nie jesteśmy już im potrzebne, zresztą mają smartfony z tłumaczem ;)  Rosy jest niezwykle utalentowaną młodą malarką i już żartujemy, że zacznę inwestować w jej prace, a na starość będę bogata :)  Dziewczynki są sobą zachwycone i mam nadzieję, że będą się w przyszłości przyjaźnić tak jak my z Moniką.
Poza tym zjechali się i inni znajomi z różnych zakątków Europy i od czwartku znów czekają nas imprezy.
Jutro znów muszę jechać do Uć, zbierać rzeczy oraz  pozałatwiać pewne mniej przyjemny sprawy i aż mi się nie chce o tym wszystkim myśleć :(
Ech, trzymajcie za mnie kciuki, bo bardzo mi się przyda Wasze dobre wsparcie.

Buziaki
taka stara, a taka głupia sonic

sobota, 16 lipca 2016

nie samymi różami życie remontowe jest usłane


Prace nie idą tak szybko, jakbym tego oczekiwała, bo pewne niedociągnięcia deweloperskie skutecznie opóźniały kładzenie kafli w łazience. Jak tylko się z tym uporaliśmy, to okazało się, że mój Pan fachowiec musi iść na inną robotę, bo tam też miał uzgodniony termin, więc teraz czekam aż do wtorku, by dokończył łazienkę. Poza tym jego pomocnik miał przygotować ściany do malowania gruntując je, uzupełniając różne dziury i dziurki oraz pomalować farbą podkładową.  Zrobił to, ale jak dzisiaj przyszłam tam z innym panem fachowcem, to okazało się, że zrobił to źle, a nawet, nie bójmy się tego słowa, spierdolił to koncertowo i tak naprawdę musi to zrobić jeszcze raz, bo w takim stanie jak to teraz jest, będę miała smugi na ścianie. Materiał miał dobry, ja kasę wydałam i muszę ją wydać jeszcze raz.  Czeka mnie więc niemiła rozmowa. Jak ja tego nie lubię buuuu
Wanna, która miała być juź u mnie 3 dni temu, będzie dopiero około 25 lipca,
 a dekory do kafli będą chyba środę :/
W związku z opóźnieniem zmuszona byłam zlecić kafelkowanie tarasu i balkonu innej ekipie,
 bo zanim mój P.F. obrobi się z łazienką, to ja już te hektary będę mieć gotowe
 i wówczas będę mogła kłaść panele. 
Najgorsze jest jednak to, że muszę poszerzyć otwór drzwiowy do mojej sypialni, a to wiąże się z tym, że zapylę w pisdu całe mieszkanie, więc muszę to zrobić przed ponownym gruntowaniem i malowaniem,  no normalnie szlag mnie dzisiaj trafił. 
Ale czegóż się było spodziewać, było zbyt pięknie, by mogło być prawdziwie.
Frycowe  zawsze trzeba zapłacić, bo inaczej nie wiedzielibyśmy, że się remontujemy ;)

Poza tym życie we Wro fajne jest. 
Spotykam się ze starymi znajomymi i czuję się tak, jakbym w ogóle nie wyjeżdżała, a czas w miejscu stanął. Chociaż może nie tak do końca. Moi znajomi świetnie dają sobie radę, dużo osiągnęli w życiu zawodowym, prywatnie większość z nich ma spokojne , dobre i szczęśliwe życie, aż miło na to patrzeć. Też bym tak chciała. Ale mam wspaniałe dzieci i to mi wystarcza :)
Miłego weekendu !
sonic