środa, 24 stycznia 2018

Zmiana dekoracji


Zimy jak nie było, tak nie ma.We Wroclove prawie cały czas temperatury na plusie, 
nawet śniegu nie było, coś tam jedynie przez parę minut prószyło i tyle.
 Dekoracje świąteczne od dwóch tygodni schowane w pudełkach, choinka poszła na śmieci, mimo że była w doniczce, to uschła.         Widać, był to pic na wodę, musiała mieć pokiereszowane korzenie.
 U Małgosi widziałam przepiękną choinkę, widzieliście ją na zdjęciach. 
Miała cieniutkie, miękkie gałązki z delikatnymi igłami i przepiękny jasnozielony kolor. 
Muszę taką zakupić w  tym roku, by później cieszyła oko na tarasie.
Do wiosny jeszcze 2 miesiące, ale ponoć ma się już pojawić pod koniec lutego. Oby!
Póki co wiosnę robię sobie sama.





                                           
Pierwszy raz kupiłam cebulkę hiacynta z taką ilością bocznych pędów.
 Ciekawe czy też pojawią się w nich kwiaty??


No i na Netflix pojawił się kolejny, czwarty już sezon Grace & Frankie!
Wsiąkłam w świat nietuzinkowych, oryginalnych,  wyemancypowanych
 kobiet po siedemdziesiątce :)
sonic

niedziela, 21 stycznia 2018

spacerkiem


Dzięki Klarce przypomniała mi się zabawna historyjka.
Rozmowa u Klarki dotyczyła różnych dziwnych sytuacji damsko-męskich w obrębie rodziny i w komentarzach pojawiły się zabawne opowieści.
Mój tata bardzo młodo został ojcem i gdy ja już byłam nastolatką, co niektórzy nie wiedzieli czy jestem córką, czy może bardzo młodą, zbyt młodą partnerką tego młodego i przystojnego mężczyzny. Tato był żartownisiem i niejednokrotnie robił sobie jaja w takich sytuacjach.
Każdego tygodnia chodziliśmy razem na zakupy do Hali Targowej, a musicie wiedzieć, ze tamta hala bardzo różniła się od tej obecnej na niekorzyść tej nowej, wyremontowanej.
I tu troszkę historii, która nie ma jednak wpływu na anegdotkę.
W starej Hali  stoiskami były sklecone prowizoryczne stragany, często zbudowane ze skrzynek po jabłkach, na tych skrzynkach czasem leżały jakieś sklejkowe blaty. Tak było w centrum od początku aż do końca, a z tyłu Hali i pod jej obu bocznymi ścianami kupcy mieli porozstawiane wielkie jutowe worki z ziarnami, mąką, kaszami, ziemniakami i prosto z nich pakowali towar. To tu było najwięcej wróbli i gołębi, które podkradały jedzenie i tu też było najwięcej kotów, które   z kolei polowały na te ptaki.
 Z przodu, ale na bocznych alejkach siedziały kobiety przyjeżdżające z okolicznych wsi sprzedając jaja, sery zapakowane w lniane ściereczki, masło w blokach pakowane w pergamin, śmietanę i mleko, które nabierały z wielkich kanek i przelewały do kanek klientów. Inne oferowały sezonowe warzywa, kury i kurczaki. Zupełnie pod ścianą znajdowały się stoiska rzeźników, na samym końcu były kwiaciarki. Na piętrze znajdowały się stoiska z odzieżą, kożuchy, jakieś tekstylia, koce, garnki, narzędzia i inne dobra. Głównie przed świętami pojawiały się produkty delikatesowe, które pochodziły z paczek z Zachodu, lub za sprawą operatywności ówczesnych sprzedawców, czytaj układów w różnych PSS Społem.  Tymi poszukiwanymi i luksusowymi dobrami były pięknie pakowane kawy, słodycze, bakalie i południowe owoce. Stoiska były oświetlone żarówkami zwisającymi z kabli, nie było ogrzewania, więc zimą sprzedawcy byli opatuleni na cebulkę, rozgrzewając się sprzedawaną przez inne handlarki herbatą, kawą, czy domowymi wyrobami typu pierogi, gołąbki, bigos czy zupy. Niejednokrotnie je tam jadłam i daj bóg, by takie jedzenie było obecnie do kupienia. Pod halę podjeżdżały dostawcze samochody ciężarowe, ale i wozy zaprzęgnięte w konie. Tego klimatu, tego zapachu nie zapomnę nigdy i bardzo za nim tęsknię. Hala Targowa to piękny przykład architektury secesyjnej co widać na poniższych zdjęciach. Na niezwykle nowoczesnym, jak na tamte czasy - lata 1906-1908,  żelbetonowym szkielecie został wybudowany budynek nawiązujący do neogotyku. Co ciekawe, wybudowano jednocześnie niemal identyczne 2 hale, a miały powstać jeszcze dwie, ale wojna nie pozwoliła zrealizować tych planów. Niestety w 1973 roku drugą halę wyburzono, co uważam za absolutny skandal.

                                         wejście główne  plus północna część budynku

 wejście tylne plus południowa strona budynku



                                                        wejście główne po remoncie

stoiska po remoncie, niestety nigdzie nie mogłam znaleźć zdjęć wnętrz starej hali 



wyburzona Hala przy ul. Kolejowej 



Po wojnie została odbudowana, ale z uwagi na ówczesne skromne środki oczywiście było to zrobione  dość zgrzebnie i oszczędnie, dopiero teraz po kolejnym remoncie Hala wypiękniała jako budynek, jednak z jej klimatu nie pozostało nic i tak jak kiedyś kupowało się tu tani i bardzo świeży towar "prosto od chłopa", bo to było głównym powodem dokonywania tu zakupów,  teraz jest tylko czysta komercja i ceny przyprawiające o zawrót głowy np. kapelusze prawdziwków po 90 zł za 10 dkg.
Obecnie powróciła moda na oldschoolowe wnętrza, na PRL i do hali powróciły tanie bary dla okolicznych studentów, których dizajn nawiązuje do tamtych czasów. Ponoć powstają inicjatywy, by ten budynek znów był miejscem takim, jakim pamiętają go starsi wrocławianie. Faktem jest, że wybór towaru jest tam bardzo duży, wiele też ekologicznej żywności, ale moim zdaniem za mało produktów z pierwszej ręki, za mało bazaru, za dużo eleganckich spożywczych butików.

tu trochę historii klik

klik 



Ale do brzegu, jak mówi Klarka.
Kiedyś podczas zakupów, które robiłam z tatą, jakaś sprzedawczyni zapytała- niech może żona wybierze ?, zaczęliśmy się z tata bardzo śmiać. Tata nawet był troszkę zażenowany, ale następnym razem kazał mi zwracać się do siebie po imieniu, co z radością robiłam i mieliśmy niezły ubaw, gdy te kobiety szturchały się nawzajem pokazując sobie nas. W sumie można się było pomylić, bo on wyglądał i był bardzo młody, a ja już byłam nastoletnią piętnastoletnią pannicą. Wiele lat później, gdy tata był już dziadkiem, to dla żartów też gdzieś idąc z nim znów zwracałam się do niego po imieniu, przypominając mu tamte czasy. Może różnica między nami była już bardziej widoczna, ale nie takie to różnice widzimy na co dzień  i nikogo to już nie dziwi.
Dziś nie ma już taty, tamtej hali też nie , ale wspomnienia są wciąż żywe i bardzo mi bliskie.

sonic

środa, 17 stycznia 2018

kulinarne swawole u Megi

tej maksymy się trzymałam ;)





Sorry, że tak długo nie wstawiałam tego posta, że aż mój ulubiony poeta musiał interweniować ;)

No więc, byłam, jadłam i piłam.
Oczywiście notatnika nie wzięłam, ale w sumie i tak nie było czasu, by notować co i jak było sporządzone, ale zawarłam cudowne znajomości i na bieżąco będę prosić o przepisy, które będę tu wrzucać. Degustatorów było chyba siedemnastu, a każdy przyniósł jakieś własnoręcznie sporządzone specjały, które z wielkim smakiem pałaszowałam. 
Od Ireny wszyscy otrzymali sól jodłową, którą było przyrządzone przez nią masełko. Pychota! 
Od teraz na moim stole będzie się pojawiało bardzo często. Można je zrobić samodzielnie- sól himalajska, lub inna, plus zmielone w młynku igły jodły. Zapach i smak cudowny. 


Oprócz tego otrzymaliśmy też mieszanki ziół  oraz szczepki roślin.


U Małgosi w domu jest 5 kotów, na zdjęciu milusińska kotka.
 Zakochałam się we wnętrzach tego ciepłego, klimatycznego domu. Ilość ozdób, ozdóbek, obrazków, rycin, figurek, roślin przyprawiła mnie zazdrość i podziw. Podpytywałam Królową spotkania o niektóre z nich i każdy z nich ma swoja historię.
Tę figurkę i inną, której zdjęcia nie mam, zrobił Marek. Super, nie ? Obok oczywiście nalewka ;)






nalewka obok nalewki, a obok nalewka ;)



   a tu taras z ręcznie robionymi kaflami, które mają szkliwo tylko na zdobieniu, tło bez szkliwa - zachwyt !!!



w niebieskiej misce najlepszy hummus świata, obok słoiczek czosnku niedźwiedziego, dżemy z dereni jadalnej , moje z wiśni plus moje śledzie i sałatka żydowska, a w tle jabłecznik z serem na pysznym spodzie



   bebeczki  z serem, kabanosami, piernik, ciasto z daktyli i różnych rodzajów orzechów, miodownik

   makowiec w roli tortu




  prezenty


borowiki ceglastopore i rydze marynowane plus domowy chleb z hummusem ( mój talerzyk )


Większość ciast była wegańska lub bezglutenowa, bo i tacy to tutejsi Degustatorzy byli obecni. Goście Małgosi to osoby bardzo dbające o zdrowy styl żywienia, interesujące się robieniem przetworów, kiszonek, ale i maści oraz  kosmetyków. No i wiedzą jak robić przepyszne nalewki. Piłam dużo różności , w tym różne mieszanki ziołowe, herbaty, Iwan czaj, fermentowaną iwę, kawę  z żołędzi oraz nalewkiNajbardziej smakowały mi te z  czarnego bzu, czereśni, sosny, zresztą wszystkie były smaczne, zdrowe i mocne :)

Było super, wesoło, sympatyczne, interesująco i tak po prostu domowo, mimo, że wszystkich tych fajnych ludzi widziałam pierwszy raz w życiu.

Oni jeszcze nie wiedzą, ale szykuję rewizytę u siebie na tarasie, ale to dopiero wiosną.

sonic

piątek, 12 stycznia 2018

w oczekiwaniu na nalewkę ze skórki arbuza





Niby jakoś smętnie dookoła,  a mnie jakoś tak podskórnie coś każe patrzeć optymistycznie na to co wokół i to co do przodu, jakby coś z głębi moich trzewi kiełkowało i starało się przebić na powierzchnię mnie i chciało krzyczeć, że jestem, żyję, chcę się cieszyć, chcę zmian. A to co złe, to nic przecież, bo to chwilowe, że tylko trzeba otrzepać skrzydła, rozpuścić włosy i nimi potrząsnąć  w prawo, w lewo, a potem ochlapać twarz źródlaną wodą  i biec , nawet boso, byle po rosie. Jakby jakieś pęta ze mnie spadły i dopiero teraz poczułam, jak bardzo były ciężkie, jak bardzo mnie krępowały. I jakoś tak mi gra w duszy





W oczekiwaniu na jutrzejsze spotkanie z niesamowitymi kobietami- blogerkami, youtuberkami, kobietami o wielu pasjach nucę

 i
nie
mogę
się doczekać
;)

Muszę zabrać aparat i notatnik!
sonic

środa, 3 stycznia 2018

malinowo- fioletowo-różowe


Wilczy księżyc nie daje mi spać już trzecią noc i dlatego podziwiam go i wieczorem, i w nocy.
No piękny jest, ale wyciąga mnie z łóżka, każe kręcić się po mieszkaniu, a rano jestem nieprzytomna.
Za to, chyba w ramach przeprosin, witają mnie takie wschody


a wieczorem przepiękne zachody słońca


Niestety te zdjęcia nie oddają całej palety barw, jakie im towarzyszą, ale ja je mam przed oczami.
Temperatura cały czas wiosenna, przyroda głupieje i zaczyna się budzić, nie przeczuwając tego, co na nią czyha i z pewnością znienacka  zaatakuje.


ot tak se piszę, by i to uchronić od zapomnienia.

sonic



poniedziałek, 1 stycznia 2018

nowiutki, jeszcze nieopierzony

No to mamy nowy , młodziutki, jeszcze nie napoczęty Roczek 2018-ty.
Pierwszy raz spędziłam go w domu sama,  ale nie samotnie. 
Dzieci wybyły już dwa dni temu, a ja słuchając imprezy w TVN
szalałam z Kurami - co to był za bal ;))
Szampany strzelały, zdjęcia w Kurniku też! 
Dziękuję, kochane Kurki.

Pogoda była piękna, w nocy termometr pokazywał 10 stopni, niewiarygodne!
Fajerwerki strzelały okazale, ale niestety Toffija bała się bardzo,
więc godzinę zero spędziłyśmy obie w łazience. W tym roku i tak było ich mniej.
Mam nadzieję, że przyjdzie taki czas, że zakażą ich w ogóle.
Szkoda, że nie ma takich nie wydających huków.

Lubię otrzymywać kwiaty, staram się zapamiętać ich piękno, czasem je suszę, te z ważnych okazji,
by ocalić je od zapomnienia... tak krótko żyją.
Te odstałam od synusia mego ukochanego w Wigilię w 2017 roku na imieniny, a więc mają rok ;) 
Rozwijają się z pąków i dziś wyglądają tak:


Stoją i cieszą moje oczy, a dzięki blogowi będą teraz nieśmiertelne.

Poza tym właśnie obejrzałam przepiękny film  "W Poszukiwaniu Felliniego"- co za klimat, emocje, przepiękna podróż po Włochach, kadry z filmów Felliniego i świetna gra aktorska młodziutkiej aktorki Kseni Solo. Serdecznie polecam.


Te kilka ostatnich dni jakoś mnie wyciszyło wewnętrznie, czytałam horoskopy- 
robię to tylko na początku każdego roku. 
Tym razem wieszczą dla mnie dobry rok, a jak tak gwiazdy mówią, to ja im wierzę ;)
Teraz mus zrobić obiadek dla powracających dzieciaków i od jutra zaczynam pracę u podstaw.
A jak Wam minął Sylwester ?

sonic

niedziela, 31 grudnia 2017

Niech Wam się darzy!




Koniec roku zawsze przywołuje jakieś podsumowania.
Dla mnie to był mimo wszystko dość dobry rok. Problemy oczywiście były, bo takie jest życie, w każdym razie moje życie. Rok rozpoczęłam od szukania pracy, od nieprzespanych nocy, strachem o byt. Potem dostałam pracę, którą lubiłam, którą mogłam wykonywać w domu, ale jak to bywa żre, żre aż zdechnie, nie będę pisać czemu, bo kosztowałoby mnie znów trochę nerwów. Dobrze, że zdobyłam nowe doświadczenie i że przez kilka miesięcy miałam spokój.
Teraz znów jestem na początku drogi zawodowej w zupełnie innej branży, a czy dam sobie radę, pokaże kilka przyszłych miesięcy. Moja przyjaciółka śmieje się ze mnie, że pod koniec życia będę się znać na wszystkim i oblecę wszystkie zawody świata, poza kurewstwem ;)
Na początku 2017 roku nie wiedziałam, że zostanę babcią i to było dość duże zaskoczenie. Teraz czekam na wnusia, już wiemy, że będzie to chłopczyk, dla którego kupujemy w tajemnicy ciuszki i czekamy na niego wszyscy z niecierpliwością. Trwa burzliwe wybieranie imienia.
Cudowna kotka, która u nas się pojawiła na chwilę, znalazła cudowny dom w Poznaniu. Tęsknię za księżniczką Cirunią, ale wiem, że ona już nie i że ma najwspanialszych opiekunów na świecie.
Poza tym dzieci zdrowe, najmłodsza dorośleje.
Czego sobie życzę na nowy rok? Oby ten rok był lepszy, lepszy dla Polski, a mi dał mi więcej wytchnienia psychicznego, żeby mogła kupić nowe auto, bo to ledwo zipie, ale przede wszystkim zdrowia dla mnie i najbliższych, bo tylko to jest w życiu najważniejsze.
Tego też życzę Wam, kochani.


Zdrowia i spełnienia marzeń tych małych, ale i tych wielkich, 
których nawet boicie się wypowiedzieć na głos.
Nie bójcie się marzyć, marzenia się spełniają :)
Niech Wam się darzy! 
sonic